Strona Główna

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 4

Na wszystkich zajęciach było fajnie, nauczyciele też nie są źli. Nadeszła pora obiadu i nie mogłam doczekać się spotkania z dziewczynami. Razem z Pansy wróciłyśmy do pokoju, żeby się odświeżyć.
-Pansy, dlaczego tak dziwnie się patrzałaś wtedy, kiedy gadałam ze Sophią?
-Wiesz Sally, lepiej będzie jak przestaniesz się z nią trzymać.
-Jejku Pan nie mogę, zrozum przyjaźnię się z nią od dziecka.
-Jest zdrajcą krwi... Trzyma się z tą szlamą Evans.... Trzymaj się od nich z daleka.
-Pansy..
-Słuchaj Sally, jeśli chcesz być dobrze traktowana to zrób tak jak ja.Udawaj, że ich nie ma.
Ta szlama Evans jest równa Szlamci Granger. Trzymaj się z daleka od tego całego Gryffindoru. Rozumiesz?
-Rozumiem...
Bardzo tęskniłam za dziewczynami. Jednak chcę być dobrze traktowana. Na pewno będzie ciężko, ale wiem, że jakoś dam radę.
Kiedy doszłyśmy do Wielkiej Sali, było słychać gwary tuż przed samymi drzwiami.
-Witam drogie panie.Dlaczego się spóźniacie?
-Draco daruj sobie... wchodzimy?
-Już Mopsie nie denerwuj się tak.
Kiedy drzwi się uchyliły cała sala ucichła.Każdy, dosłownie KAŻDY skierował swój wzrok na nas.
Już rozumiałam... W naszym kierunku szły trzy dziewczyny, a konkretnie były to moje dotychczas przyjaciółki. Czułam jak atmosfera się napina, Blaise ustał bliżej Pansy, a Draco założył rękę na moje ramię.Poczułam się o wiele bezpieczniej.
-Sally!
Krzyknęła na całą salę moja ruda, już niestety była przyjaciółka Rose.
-Uważaj szlamciu do kogo się zwracasz.
Draco... Muszę z nim pogadać o tym!
-Malfoy nie będziesz nam rozkazywać! To jest nasza przyjaciółka!!
Dopiero teraz, odważyłam się spojrzeć im w oczy.
-Już nie głupia szlamo. Draco, Pansy, Zab chodźmy.
I poszliśmy do naszego stołu. Tak jak usiedliśmy, tak gwar w sali powrócił.
Było mi strasznie przykro, że tak postąpiłam. Moja mina w tym momencie wyglądała, jak mina zbitego psa.
Draco przybliżył się do mnie i powiedział to tak cicho, abym tylko ja to usłyszała.:
-Sally nie smuć się.Spójrz na to w ten sposób, że okłamywały Cię przez te całe 3 lata.
-Chyba masz rację.
-Zjedz coś, bo jeszcze schudniesz.
-Taaa.
Muszę zacząć nowe życie, nowy rozdział, poznać moich prawdziwych rodziców, nauczyć się czarować. Wierzę, że kiedyś osiągnę coś wielkiego.
°°°°°
Kiedy skończyłam jeść, wstaliśmy od stołu i w czwórkę poszliśmy do pokoju wspólnego.
Przed samym wejściem do pokoju wspólnego, zatrzymał nas Snape.
-Sally musimy się udać na Pokątną po różdżkę. Chodź za mną.
-Dołączę do was później.
Poszliśmy do jego gabinetu i tam teleportowaliśmy się, za pomocą sieci fiuu.
Znaleźliśmy się na jakiejś wielkiej ulicy. Było tu pełno sklepów.
-Wchodzimy teraz na ulice Śmiertelnego Nokturnu. Mam nadzieję, że się nie przestraszysz.Patrz każdemu twardo w oczy i nie pokazuj strachu.
-Oczywiście.
Dużo różnych typów patrzało na mnie i się śmiało. Było to dosyć dziwne, ale nie szczególnie zwracałam na to uwagę. Weszliśmy do sklepu Borgina i Burkesa. Profesor Snape za użyciem różdżki, pozasłaniał wszystkie okna.
-Ohh Profesor Snape. Miło mi pana widzieć, a panienka to kto?
-Panienka Riddle potrzebuje pomocy w zakupie podręczników, więc natychmiast kogoś przyślij.
-Tak, tak jak pan sobie życzy. Miło mi panią poznać, panienko Riddle.
Facet się ukłonił i zniknął za regałem. Spojrzałam pytającym wzrokiem na profesora Snape, jednak on tylko skinął głową.
Po kilku minutach właściciel sklepu wyłonił się zza regału.
-Carrow już leci.
-Ktoś o mnie wspominał?
Przestraszyłam się, ten Carrow czy jak mu tam stał za mną. Ciekawe kiedy wszedł nawet nie słyszałam dzwonku, który dzwoni przy otwieraniu drzwi.
-Witaj Carrow musisz zrobić zakupy dla.....panienki Riddle.
Zmierzył mnie od stóp do głów i się uchylił jak wcześniej właściciel.
-Oczywiście.
Wziął świstek od Snape i wyszedł.
-A my Sally musimy iść kupić Ci różdżkę. Chodźmy.
-Do widzenia.
-Do widzenia panienko Riddle.
Znów ten ukłon.
Szliśmy przez ten cały mroczny Nokturn. Było tu sporo dziwnych typów i handlowali różnymi, dziwnymi rzeczami.Jakieś wiedźmy sie śmiały w niebo głosy. Było tu strasznie jednak ja nie zwracałam na nic uwagi.
Kiedy doszliśmy na pokątną, skierowaliśmy się w stronę Ollivandera.
Po całej ulicy, chodziło zaledwie kilku czarodziei. Jest rok szkolny a wyjścia na pokątną są tylko w soboty.
Weszliśmy do przyjemnego sklepu. Było tu setki, a może i tysiące regałów z różdżkami.
Dosłownie po chwili zza regałów wyjechał na drabinie jak się domyślam pan Ollivander.
-Ooo Profesor Snape, co pana sprowadza do mojego sklepu?
-Przyszliśmy po różdżkę.
-Oh miło mi Cię poznać panienko...?
-Ridlle. Sally Riddle.
Poczułam napiętą atmosferę. Twarz Ollivandera wyglądała jakby, zobaczył śmierciożercę. Bo duchy w tym świecie to rzecz normalna. Szybko uciekł za regały, ale już po chwili przyniósł pudełeczko, w którym jak się domyślam była różdżka.
-Proszę. Długość 13 i 1/2 cala,z cisu z rdzeniem z pióra feniksa, odpowiednio giętka. Twój ojciec miał podobną.
Sięgnęłam po nią, a kiedy już trzymałam ją w dłoni poczułam powiew wiatru i energie, która rozchodziła się po moim ciele.
- Odpowiednia.
- Niech Ci służy do dobrych rzeczy. Do widzenia
-Do widzenia.

*.*.*.*.*

Siedziałam właśnie w wielkiej sali na kolacji. Przy stole nauczycielskim brakowało dwóch miejsc. A były to miejsca McGonagall i Dumbledora.
- Draco ?
- Co ?
- Nie wiesz może czemu nie ma Dumbledora i McGonagall?
Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi wielkiej sali otworzyły sie z wielkim hukiem.
Cała sala nagle ucichła. McGonagall szła z Tiarą Przydziału, która krzyczała na całą sale, że jest beznadziejna, że nigdy się nie pomyliła, a przeoczyła tak ważną rzecz.
-Drodzy uczniowie. Tiara krzyczy tak od dwóch dni. Musimy jej wysłuchać, ma nam coś ważnego do powiedzenia.
- Pierwszy raz od dwóch wieków, została przydzielona osoba do złego domu.
Nagle zrobił się gwar w całej sali. Dumbledor uciszył wszystkich, a po chwili tiara mówiła dalej.
- W trybie natychmiastowym proszę o podejście do mnie Hermiony Granger!

         *****STÓŁ GRYFONÓW******
-To jakaś pomyłka! Harry nie wiem o co chodzi.
-No idź to się dowiemy.

 ****Stół Slytherinu*****
-Ludzie, jak to możliwe, że szlamcia została źle przydzielona?
-Też jestem ciekawa.
Widziałam na twarzy Granger przerażenie i szok. Kiedy podeszła do tiary i założyła ją na głowę tiara przemówiła.
-Tak wyraźnie to widzę. Czary przestały działać.. Mhm taaak to będzie odpowiedni dom. SLYTHERIN!



******

No więc moze jesteście zaskoczeni xD Ale w nast ępnym rozdziale dowiecie sie o co chodzi

1 komentarz:

  1. Podoba mi się ciekawy pomysł na bloga a także mam nadzieje ze z tego nie zrezygnujesz. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń