*Puk,puk*
-Prosze!
-Sally, ja i tata wychodzimy i proszę Cię nie zapraszaj koleżanek dobrze?
-Mamo mówisz mi to poraz setny...
-Wiem, ale wole żebyś się troche pouczyła.
Nic nie odpowiedziałam i odwróciłam się do szafki.
-Mamo...dlaczego nie przepiszesz mnie do szkoły dziewczyn?
zapytał am lecz zastalam pusty pokoj...Jeszcze przed chwila tu stala! Co tu sie wyrabia?!
Szybko wzięłam zeszyt i długopis i zanotowałam wszystkie wydarzenia z 3 lat. Nie powiem trochę ich było.Niestety zasnęłam
. Obudził mnie świst powietrza w moim pokoju. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej ii spojrzałam w kierunku okna. Stali tam rodzice i dziwny facet, którego widzę pierwszy raz na oczy. Czy on ma na sobie sukienkę?! W pokoju było ciemno, ale było go widać bardzo dobrze. Miał bardzo długie włosy i brodę koloru białego.Gdy tak się przyglądałam on pstryknął palcami I w pokoju zapaliło się światło. Mama powoli do mnie podeszła. Miała łzy w oczach.
-Mamo co się stało?
-Kochanie..bardzo przepraszam....nie chciałam żeby tak wyszło~powiedziała pprzez łzy.
-Mamo?
-Sally... jesteś czarownicą jak ja i niestety musisz wyjechać do Hogwartu. I niestety widzisz mnie i tate ostatni raz.
Nie wierzyłam w to.To nie może być prawda.Słone łzy wpłynęły po moich policzkach.
-Mamo co ty mówisz?!
-Skarbie podejdź do nas
Szybko się podniosłam i podeszłam do taty.
Tajemniczy PAN pstryknął ponownie i wszystkie moje rzeczy zaczęły same wylatywać z szafek i chowały się do walizek.
-Sally ja jestem Albus Dumbledore. Dyrektor Hogwartu.
Zabiorę Cię ze sobą.
-Nie ma takiej opcji! Zostaję tu z rodzicami!
-Córciu zrozum ty musisz. Wszystko zostanie Ci wytłumaczone na miejscu w zamku. Spotkasz tam Cynthie,Rose i Sophie.
Rodzice podeszli do mnie i przprzytulili po czym pocałowali mnie w czoło.
-Sally musimy już uciekać.Złap mnie za ramię i nie puszczaj!
Podbiegłam do dyrektora złapałam go za ramię i pomachałam rodzicom. Po chwili cały obraz zaczął wibrować i wszystko do okoła zaczęło się kręcić jak na karuzeli tylko o sto razy szybciej.Nie minęło trzydzieści sekund i znaleźliśmy się w jakimś zamku.
-Sally witaj w domu.Zanim wejdziemy do sali dam Ci radę. Idź przed siebie i nie zwracaj uwagi na innych. Gdy dojdziemy do końca sali usiądź na taborecik dobrze?
Kiwnęłam delikatnie glową. Drzwi otworzyły się same i weszliśmy. Było tam mnóstwo nastolatków usadzonych przy czterech ogromnych stołach.Gdy weszła do środka każdy ucichł.Było slychać tylko podeszwe moich butów odbijających się od posadzki podlogi.
Tak jak kazał mi Dyrektor usiadłam na stołek. Podeszła do mnie starsza pani z jakąś czapką, którą włożyła mi na głowię.
W głowie usłyszałam cichy szept:
-widzę,że jesteś ambitna i sprytna.Teraz powiem do kogo dochodzi sz. Usiądziesz przy stole tych co będą klaszczeć.
Po chwili wykrzyknęła:
-SLYTHERIN!!
Ostatni stół zaczął krzyczeć i gwizdać poszłam na wolne miejsce.
Dyrektor zrobił krótkie przemówienie i na stołach pojawiło się jedzenie.
~~~~~~~~~~
Witajcie : )
Dziękuje za te dwa komentarze przy prologu :)
Przepraszam za wszelkie bledy i życzę milego czytania
pozdrawiam