Strona Główna

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 2 !

Gdy na stołach pojawiło się jedzenie, od razu nałożyłam sobie kurczaka,jakoś nie byłam zbytnio głodna. Gdy obiad został zjedzony pojawił sie deser,więc tym razem zostałam przy lukrecjach i torciku. Na sali była cudowna atmosfera, jeden rudowłosy chłopak zwrócił moja uwagę. Obrzerał się jak świnia i strasznie byłam ciekawa kto to, ale nikogo nie znałam więc zapytałam blond włosego chłopaka.
-Emm przepraszam, ty jesteś?
-Malfoy. Draco Malfoy.
Był ponury, a jego głos niezbyt przyjazny.
-Co to za rudy chłopak przy tamtym stole?
Nie pamiętałam domów, dlatego wskazałam palcem rudego osobnika. Zamiast otrzymać odpowiedz, po sali rozszedł się melodyjny śmiech Draco.
-Hahaha ta ruda wiewióra? To Weasley! To tępy gryfon, więc jako potomek Salzara radze Ci trzymać sie od tych zdrajców krwi z daleka.
Nie wdałam się w dalszą dyskusję, a
po zjedzeniu prawie każdy zaczął wychodzić, co prawda kilka osob jeszcze zostało, żeby pogadać z kimś z innego stołu, ale rowniez aby podjeść reszte słodkości. Gdy powoli podnosiłam się z miejsca, podeszła do mnie
nie za wysoka szatynka o zielono-piwnych oczach.
-Cześć. Jestem Pansy Parkinson. a ty jesteeeeś?*zapytała ciekawie
-Sally Black.
-No no no widzę przybyła do nas Blackówna. Chodź za mną.
Nie powiem, ale nieco się wystraszyłam, nie miałam innego wyjścia więc zrobiłam tak jak nakazała.
Dziewczyna ruszyła przed siebie, a ja poszłam razem z nią. Przekroczywszy próg sali kazała mi przyspieszyć.
Przemierzałyśmy przez wiele kamiennych holi, po kilku próbach dorównałam jej tępa, wtedy zaczęła ponownie rozmowę.
-Nasz pokój wspólny znajduje się w podziemiach, nie masz prawa nikogo wprowadzać, a tym bardziej
żadnego z Gryfonów. Nie wolno Ci także wydać naszego hasła. Zrozumiano?
-Jasne.
Jej ton był lodowaty, a jej słowa były niczym igły lodu.
Idąc rozmyślałam o Pansy,ona  jest fajna,tylko trzeba się trochę podpasować.Nawet nie zauważyłam jak podeszłyśmy do wielkiego głazu.
-Czysta krew.
Wypowiedziawszy to hasło, wielki głaz ujawnił nam wejście do pomieszczenienia.
Pokój wspólny był przepiękny.
Na podłodze leżał czarny dywan, który świetnie pasował do kamiennych ścian.Na środku stały dwie srebne kanapy, a pomiędzy nimi drewniany stół. Pod sufitem unosiły się świeczniki, które dawały bardzo dobre światło. Po lewej stronie pokoju stał duży barek, a na nim kilka trunków. Po prawej stronie stały 4 fotele z małym okrągłym stolikiem, a na ścianie wisiało ogromne godło Slytherinu.
Każdy był zajęty swoimi sprawami, więc kiedy weszłam do pokoju, nikt nie zwrócił na mnie uwagi.
-Witam Cię w naszym pokoju wspólnym. Muszę Cię zaaprowadzić do profesora Snape, chodźmy.
Cofnełyśmy się w stronę, z której dopiero przyszłyśmy, jednak był to mały odcinek. Zatrzymałyśmy się przy drewnianych drzwiach.
-To jest sala od eliksirów, wchodź.
Ta sala wyglądała jak jakaś piwnica.
Pansy zaprowadziła mnie na sam przód klasy, otworzyla jaaakieś drzwwi i weszłyśmy po krętych    schodachna górę, po czym zapukałyśmy do drzwi. Po wypowiedzeniu chłodnego proszę, nacisnęłam metalową klamkę i wkroczyłam do środka gabinetu.
Całe pomieszczenie było ciemne, a przedmioty leżące na czarnych komodach były straszne. Jednak całą swoją uwagę skupiłam na profesorze, który bacznie mi się przyglądał.
-Parkinson wracaj do pokoju wspólnego.
-Tak jest panie profesorze.
Nastała cisza. Snape świdrował mnie wzrokiem.
-Usiadź.
Usiadłam na dosyć wygodne krzesło i czekałam na ciąg dalszy. Moje myśli zaczeły krążyć wokół strasznych historii o mordercach.
-Sally nic Ci nie zrobie.
Tym razem jego głos stał się przyjazny, a ja nieco się uspokoiłam.
- Musimy przedyskutować pare kwestii. Między innymi na początku chcę, abyś wiedziała, że jestem Twoim ojcem chrzestnym.
Moje oczy w tym momencie napewno wyglądały jakby wyszły z orbit. Natłok myślu uderzył we mnie niczym piłka w twarz.
- A druga sprawa, nie nazywasz się Black.
- Więc jak?
- Tak naprawdę nazywasz się Sally Riddle, a twoim ojcem jest sam Tom Marvolo Riddle, znany jako Lord Voldemort. Jest on najniebezpieczniejszym czarnoksiężnikiem. Niedawno twoja matka uciekła z Azkabanu, więc możliwe, że szuka Cię wciąż u różnych mugoli. Jest nią Bellatrix Lestrange.
Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, to musiał być jakiś kiepski żart, zaczęłam modlić się o obudzenie, jednak poczułam okropny ból głowy, a po chwili nastąpiła ciemność.

°•°•°•°•°°•°•°•°•°•°•°•°•°•°•°

Hej kochani!
Przepraszam was za długą nieobecność, ale zapomniałaam o tym blogu.
Będę go kontynuować, jednak najpierw potrzebuje dużej motywacji w poostaci komentarza :)
Rozdziały mogę dodawać codziennie, albo i nawet co dwa dni.
Ale aby rozdział się pojawił muszą być co najmniej 3 komentarze, poniewaz nie oplaca mi się pisać dla jednej osoby. :)

Tak wiec pozdrawiam i zapraszam!

4 komentarze:

  1. Żebranie o komentarze i szantażowanie czytelnika jest strasznie szczeniackie :/. Dobry tekst sam się obroni, a chyba lepszy jest jeden, wartościowy komentarz, niż 3 nie niosące ze sobą żadnej treści. I pamiętaj, że prawdziwy artysta pisze dla siebie, nie dla poklasku.
    Zwróć także uwagę na literówki, bo trochę się ich wkradło.
    Trochę się zdziwiłam, jak Pansy się przedstawiła, a Sally od razu stwierdziła, że dziewczyna jest fajna. Ja nie potrafię tak oceniać ludzi w ciągu kilku minut.
    Jestem ciekawa jak Sally poradzi sobie z takim brzemieniem. W końcu córka najpotężniejszego czarnoksiężnika nie może mieć łatwego życia.
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nie szantaz....
      Poprostu chce wiedziec, ze nie pisze tylko dla jednej osoby. A trzy komentarze czasami potrafia dac motywujacego kopa....
      Jako corka Voldemorta jest bardzo spostrzegawcza, wiec odrazu zauwazyla, ze Pansy jest mila osoba :)

      Usuń
    2. I przepraszam za wszelkie bledy, ale wszystko hest pisane na telefonie.

      Usuń
  2. świetnie piszesz, pozdrawiam z bloga http://love-lastsforever.blogspot.com/ :D

    OdpowiedzUsuń